Z grzywką jak ze spódnicą – zawsze jest na nią moda, jednak wszystko zależy od fasonu! Trendy fryzjerskie zmieniają się jak w kalejdoskopie i naprawdę trudno nadążyć za wszystkimi nowinkami w stylizacji włosów. Dodatkowo, nim czupryna nam odrośnie i będziemy gotowe na zmianę imagu, moda może się znów odmienić lub powrócić mogą nasze dawne preferencje co do fryzury. Ileż to już razy tuż po obcięciu grzywki marzyłyśmy o jej zapuszczeniu, a gdy już to nastąpiło, nie mogłyśmy się powstrzymać przed ponownym jej obcięciu?
Od kilku dobrych już sezonów w świecie mody i na ulicach królują obfite, gęste, „końskie” grzywy. Są doprawdy twarzowe i dodają niekwestionowanego uroku każdej buzi. W ogóle uważam, że grzywka jest elementem dziewczęcym i lekkim, a zarazem podkreśla seksapil i elegancję fryzury. I niewielkie znaczenie ma tu sposób w jaki jest obcięta: krótka czy długa, prosta czy półokrągła, gęsta czy rzadka, symetryczna czy asymetryczna, prostowana żelazkiem fryzjerskim czy naturalna. Grzywka jest grzywką – prawie zawsze wspaniała. Prawie zawsze… no właśnie, prawie.
Jedynym wyjątkiem (potwierdzającym regułę) jest według mnie nudna grzywka ścinana na modłę sztampowej amerykańskiej licealistki – przedziałek z boku, cięta na ukos od długości połowy czoła do długości połowy ucha. O zgrozo, ten rodzaj tandetnej grzywki absolutnie nigdy nie przyjął się na wybiegach, nie pokochały go obiektywy najlepszych fotografów mody i nie toleruje ich żadna ceniąca się kamera. Dlaczego zatem tak popularna jest ona wśród rzeszy młodszych i starszych Polek? Czym należy tłumaczyć jej powodzenie? Być może najzwyklejszą w świecie wygodą? Chyba nie. Wymaga ona przecież tyle samo stylizacji, ile modna, dobrze dobrana do fryzurki grzywka, więc ten argument obalam. Brakiem poczucia smaku klientek salonów fryzjerskich? Nawet jeśli tak, trzeba im to wybaczyć – nie każda musi być na bieżąco z najnowszymi trendami. Od tego są bowiem specjaliści – owi fryzjerzy, w których ręce oddajemy nasze głowy. Dlaczego zatem fachowcy ciągle krzywdzą te tłumy biednych, niczego nieświadomych dziewczyn beznadziejnymi grzywkami? Na to pytanie, żałuję, nie znam odpowiedzi.
Chciałabym jednak uczulić wszystkie kobiety noszące grzywkę lub dopiero planujące ją obciąć, by zastanowiły się, jaki styl wybierają. Jeśli bowiem decydujemy się na grzywkę, niech to będzie na przykład subtelny, lecz oryginalny detal w całości fryzury, który wyretuszuje kształt buzi, podkreśli rysy twarzy, wyeksponuje oczy i skieruje na nie uwagę. Może też ona, odwrotnie, stać się dominującą częścią fryzury. Nie tylko samo jej ścięcie, lecz także odpowiednia, nawet lekko ekstrawagancka koloryzacja może dodać jej drapieżności, fantazyjności i wyrafinowania. Potencjał drzemiący w grzywce jako takiej jest ogromny, dlatego apeluję: pozbądźmy się skłonności do noszenia kiczowatych grzywek bez jakiegokolwiek wyrazu. Już lepiej w ogóle nie mieć grzywki, niż mieć mdłą i nijaką. Spośród wielości możliwości każda z nas na pewno wybierze coś odpowiedniego dla siebie. Przejrzyjmy kilka magazynów, katalogów z fryzurami w salonie fryzjerskim, zapytajmy naszego stylistę – jednym słowem zróbmy cokolwiek, by wystrzec się noszenia nieefektownej grzywki.
Nina Wojciechowska